Równowaga na co dzień - umiar w obowiązkach



Mówi się, że to jaką mamy równowagę w pozycji drzewa, taką mamy równowagę w życiu. Nie wiem jak Wy, ale ja zgadzam się z tym w stu procentach. Nic, tak jak pozycje balansujące w jodze nie odkrywa naszych słabości, braku skupienia czy rozkojarzenia. Dlatego też jednego dnia z łatwością zamykamy oczy stojąc na jednej nodze, czując spokój i pewność, a drugiego dnia, ledwo łapiemy równowagę. Czy więc praktykowanie równowagi w asanach przyniesie nam balans w życiu? Warto spróbować :)
Świat niemiłosiernie przyśpieszył. Nowe możliwości, które otwierają się przed nami każdego dnia sprawiają, że nie wiemy za co się zabrać. Brakuje nam czasu, żeby przeczytać książkę, a co dopiero próbować wszystkich nowości. Ale czy wszystko to jest nam potrzebne? 
Umiar, to słowo klucz, które powinno zagościć we wszystkich aspektach naszego życia. Zachowanie umiaru, pozwoli nam zachować równowagę, uniknąć przytłoczenia bodźcami i w efekcie wypalenia. 
Z tą myślą właśnie postanowiłam napisać kilka artykułów na temat równowagi w życiu, w wielu jego aspektach! Na pierwszy ogień pójdą obowiązki. 

Jak często mieliście tak dużo do zrobienia, że nie wiedzieliście od czego zacząć, kończąc tak naprawdę nie zrobiwszy nic? Czasami tylko magiczne zaklęcie wydłużające dobę mogłoby rozwiązać problemu braku czasu, niestety - takowe nie istnieje. Ja też nie mam jednego, złotego środka, które sprawiłoby, że nagle zaczniecie wyrabiać się ze wszystkim. Mam natomiast kilka pomysłów, co zrobić, żeby wyrobić się z tym, co sobie zaplanowaliście. *

* pod warunkiem, że zachowacie umiar w planach

Nie dajcie sobie wmówić, że jeśli nie zrobiliście dzisiaj miliona rzeczy, to jesteście leniwi lub marnujecie czas. Nie ma kompletnie nic złego w nie byciu zajętym na okrągło. W dzisiejszym świecie często wydaje nam się, że wszyscy robią tak wiele, że my zostajemy w tyle, przez co czujemy się gorsi, a tak naprawdę, przeładowanie obowiązkami i zadaniami do wykonania doprowadzi tylko do wypalenia i frustracji, bo wszystkie te rzeczy do zrobienia będą się namnażać.

Czy naprawdę wszyscy musimy robić piękne sesje zdjęciowe, nagrywać filmy na YouTube, pisać artykuły, malować, śpiewać, grać na instrumencie, uczyć się języków, studiować dziesiąty kierunek i chodzić na szkolenia (najlepiej te z zarządzania czasem). Warto poświęcić chwilkę czasu na przemyślenie, czego tak naprawdę chcemy i potrzebujemy. Czy to, że nagle przyszła nam do głowy gra na gitarze to rzeczywiście nasz głos, czy po prostu "każdy" na czymś gra i "wypada nam"?

Sama przechodziłam przez to dziesiątki razy. Próbowałam wcisnąć w swój plan jakieś zajęcia, bo fajnie wygląda w CV, bo może się przydać, chociaż tak naprawdę ani trochę mnie to nie interesowało. Brakowało mi przez to czasu na to, co naprawdę lubiłam, więc chodziłam sfrustrowana i zmęczona, a początkowy zapał przechodził mi bardzo szybko.

Jak napisałam w tytule tego posta, to właśnie minimalizm czy też umiar, to ta złota rada. Nie ma się co oszukiwać, obowiązków ubywać nam nie będzie. Studia, praca, dzieci, dom, przyjemności i setki innych rzeczy, które nagle nam wyskakują. Grunt to popatrzeć na to realistycznie i nadać im odpowiednie priorytety. Ale po kolei.

Na początek przeglądnijcie zajęcia, które macie i sprawdźcie czy na pewno wszystko to chcecie robić czy jest to jakiś przymus. Jeśli znajdziecie coś, czego tak naprawdę nie lubicie, bez wyrzutów sumienia powiedzcie temu "do widzenia" (tak zrobiłam z nielubianym językiem francuskim, który zamieniłam na ukochany szwedzki;)). A jak już macie waszą krótką listę obowiązków, to mam dla Was kilka porad właśnie z zarządzania czasem (żeby nie marnować go na kolejne szkolenia - żart).

1. Czy kojarzycie taki schemat planowania swoich wydatków, w których miesięczne dochody dzielicie na kilka budżetów? To samo można zrobić z czasem! Podzielcie swoją dobę na kilka części, przypisując im odpowiednie wartości czasowe.

I - Sen (minimum 6 godzin)
II - Praca/nauka (bez względu na to czy jest to praca biurowa czy zdalna, wyznaczcie jej ramy i starajcie się ich przestrzegać)
III - Czas wolny (minimum 30 min)
IV - Aktywność fizyczna (minimum 30 min)
V - Obowiązki domowe i inne "rzeczy do zrobienia"
VI - Medytacja (minimum 5 min)

Punkty: I, III, IV i VI są obowiązkowe dla zachowania równowagi. Nie każdy z nas pracuje, nie każdy z nas studiuje. Ci co mają dzieci wiedzą jak mało czasu zostaje dla nich samych, dlatego właśnie najważniejszą rzeczą jest przeznaczenie tych 30 minut tylko dla siebie i 30 minut aktywności fizycznej (spacer, joga, cokolwiek). A teraz do rzeczy, po co takie rozdzielenie? Żeby obiektywnie zobaczyć ile czasu mamy na nasze obowiązki i jak wpleść je w plan dnia, bez rezygnowania z siebie.

2. Listy "rzeczy do zrobienia" to stara, dobra metoda, żeby zobaczyć co i ile tak naprawdę musimy zrobić. Polecam zrobienie dwóch list. Pierwsza to taka, na której wypiszemy wszystkie rzeczy, które musimy zrobić w tym tygodniu/miesiącu. Zapewne nie od razu uda Wam się wypisać wszystko co trzeba zrobić i co jakiś czas coś jeszcze Wam się przypomni. Po przygotowaniu listy, nadajcie tym obowiązkom numery priorytetowe, co musicie zrobić jak najszybciej, dopisując mniej więcej ile czasu zajmie Wam ich wykonanie. Potem przejdziemy do drugiej listy, czyli do rozdzielenia tych obowiązków pomiędzy dni tygodnia. Każdego dnia zróbcie 1 "dużą" rzecz i 1/2 mniejsze. Nie bierzcie na siebie za dużo.

3. Spróbujcie znaleźć czas w międzyczasie. Czasami ciężko jest zauważyć ile tak naprawdę czasu marnujemy na nicnierobienie, kiedy wydaje nam się, że tak naprawdę nawet nie wychyliliśmy nosa z pracy.

4. Świadomie zrezygnujcie z kilku rzeczy. Nie ma się co oszukiwać, że dacie radę zrobić wszystko. Jeśli do tej pory się nie udało, to zapewne i tym razem się nie uda. I nie mówię tego po to, żeby Was zniechęcić, wręcz przeciwnie. Chciałabym Was zachęcić, do wybrania tych kilku rzeczy, dla których czas znajdziecie, bo po prostu będziecie mieli na to czas. Inne będą musiały poczekać.

5. Myślenie 0-1 też nie pomaga. Często ciężko jest nam się za coś zabrać, bo na starcie demotywujemy się, że i tak nie zrobimy wszystkiego. Kończymy nie robiąc nic, a nie tędy droga. Jedna mała rzecz zrobiona to zawsze krok do przodu, niż nie zrobienie niczego.

6. Zastanawialiście się czym tak naprawdę jest czas wolny? Czy jest to czas na serial lub książkę, czy może moment nicnierobienia? Z mojej perspektywy jest to czas, na który nie mam żadnego planu i mogę w nim zrobić to, na co akurat mam ochotę. Czasami jest to serial, czasami książka a czasami np. napisanie tekstu na bloga. W całości zależy to od Was. Z drugiej strony, jeśli dla Was czas wolny to czas na książkę, dlaczego właśnie takiego punktu nie wpisać do swojego kalendarza?

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu takie planowanie przypadnie do gustu, muszę jednak przyznać, że u mnie zdaje ono egzamin, zwłaszcza kiedy muszę pogodzić pracę, studia i dodatkowe zajęcia, bez uczucia wypalenia i zarwanych nocy.


No comments:

Post a Comment

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...