Mieszanie stylów jogi w praktyce



Większość joginów, mówiąc o swojej praktyce, wpisuje ją w jeden, konkretny styl, od którego odstępstw nie robi, albo robi bardzo rzadko. Co więcej, wiele osób krytykuje te inne style, uważając je za gorsze od tego własnego, co z moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. Chociaż style praktykowania asan są różne, to JOGA z dużej litery jest jedna, to styl życia, który uczy szacunku i miłości do siebie i innych ludzi, dlaczego więc mielibyśmy krytykować konkretną praktykę asan? Czy nie jest to sprzeczne z tym, czego Joga uczy, albo uczyć powinna?

Stylów praktyki asan jest ogrom, który ciągle poszerza się o coraz to nowe, coraz to wymyślniejsze rodzaje, w których nazwach można się pogubić, nie mówiąc o tym, że jeszcze trudniej jest połapać się o co w nich chodzi i czym konkretnie różnią się one między sobą. Nie mnie oceniać czy jest to konieczne czy słuszne, zwłaszcza, że często jak nie wiadomo o co chodzi, to jednak (nawet w świecie jogi) chodzi o pieniądze.
Obecnie najpopularniejszymi stylami jogi, tak w Polsce i na świecie są: Iyengar, Ashtanga i Vinyasa oraz Sivananda. Często też można trafić po prostu na zajęcia hatha jogi lub zajęcia, które nie klasyfikują się w żaden sposób. Można więc powiedzieć, że jogowy świat niejako podzielił się pomiędzy potocznie mówiąc, jogę statyczną i dynamiczną plus inne style typu zyskująca na popularności AcroYoga czy Bikram. A więc teraz przechodząc do sedna czy każdy z nas musi dodać sobie kolejną łatkę i po co?

Ludzie to taki gatunek, który czuje silną potrzebę przynależności do grupy. Większość z nas lubi się określać, dopasowywać, "podążać ściśle określoną ścieżką". Powód tego jest bardzo prosty, lubimy sobie ułątwiać życie, a czy może być łatwiej niż wtedy, kiedy ktoś poda nam gotowe rozwiązania na tacy? Tak więc i w praktyce jogi lubimy wybrać sobie jeden styl i się go trzymać, bo jest łatwiej, bo go już znamy bo nic nas nie zaskoczy, bo zagrożenie jest zminimalizowane. Czy to ma sens? Czy może jednak warto mieszać style jogi? Bo o tym, że istnieje jeden idealny możemy zapomnieć.

Oczywiście każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety, a wybór należy do Was.

ZALETY MIESZANIA STYLÓW

Wiecie jaka jest najzdrowsza dieta świata? Prosta, ale różnorodna, bo tylko taka może zagwarantować, że nie będzie nam brakowało składników odżywczych. Podobnie jest i z jogą czy też wysiłkiem fizicznym w ogóle. Nieprzywiązywanie się do jednego stylu jogi sprawi, że nasza praktyka będzie bardziej dopasowana do tego jak na dany moment się czujemy, czego potrzebuje nasze ciało, a dodatkowo zapewni nam różnorodność, a co za tym idzie, bardziej równomierny rozwój naszej fizyczności(i nie tylko)!
Przy mieszaniu stylów istnieje również mniejsze prawdopodobieństwo, że wyeliminujemy ze swojej praktyki konkretne grupy asan, niepopularne w danym stylu.
Szersza gama wyboru to i mniejsze prawdopodobieństwo, że odpuścimy sobie praktykę, bo np. czujemy zmęczenie.

WADY MIESZANIA STYLÓW

Przy początkowych "spotkaniach" z innymi stylami można czuć się zagubionym co do tempa czy zakresu asan, do którego należy się przystosować, nie zmienia to jednak faktu, że już i tak wiemy z czym się tę jogę je, więc koeljne spotkania, nawet z innymi stylami będą łatwiejsze.
Oczywiście początkowe trzymanie się reguł stylu na pewno ułatwia proces nauki, ale im dale w las...
Różne osoby mają różne techniki korekt ale i ułożenia ciała w asanie, czy chociażby słynne "odciąganie łydki" w jednym stylu zalecane i w innym nie. Początkowe zajęcia w różnmych stylach mogą niestety wprowadzić zamęt i zdezorientowanie, na które lekarstwem będzie nic innego, jak doświadczenie własne :)

CZY MOŻLIWA JEST PRAKTYKA BEZ OKREŚLONEGO STYLU?

Od razu zaznaczę, że właściwie w tym momencie prawdopodobnie niemożliwe jest znalezienie stylu, który nie miałby żadnych inspiracji z innych stylów. Co więcej, nauczyciele bardzo cżesto czerpią wiedzę i z pozajogowych źródeł, i bardzo dobrze!
A więc czy wieczorne rozciąganie, połączone z oddechem, robione samodzielne nie ma prawa być nazwane joga, bo nie należy do systemu? Absolutnie nie! Zapewne znaleźliby się eksperci, którzy patrząc na naszą wymyśloną na poczekaniu sekwencję, nazwaliby ją, ale po co?
ps. a może to jest moment, żeby wymyślić nowy styl CZUJOGA? Polegałaby na tym, że robimy dokładnie taką pozycję, na jaką nasze ciało ma ochotę ;) 

Poza tym, takie ślepe podążanie za jednym systemem zakrawa, w mojej opini, niejako o ideologię, a od tego blisko już do wszelkiego rodzaju nietolerancji. Dlatego też nie rozumiem, dlaczego jakikolwiek styl jogi miałby "zabraniać" innej praktyki, narzucać kalendarz ćwczeń i wprowadzać żołnierską dyscyplinę. Czy nie lepiej czerpać jest z wielu źródeł, tak aby nie tracić przyjemności z praktyki, nie powodować u siebie wyrzutów sumienia czy dysonansów i dylematów?
Skoro joga jest drogą do wolności, to dlaczego od wolności w jodze nie zaczać? Dlaczego nie chodzić na wszystkie zajęcia? Albo żadne? Bo praktyka w domu to też praktyka, a joga to nie tylko asany.







No comments:

Post a Comment

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...